Czasem wychodzę, bo muszę. Nie dlatego, że chcę gdzieś dojść. Dlatego, że zostawanie boli bardziej niż ruch. Park Słowackiego w takie dni jest dobry – cichy, zielony, obojętny na moje nastroje. Drzewa nie pytają, ławki nie oceniają. Można iść albo siedzieć. Można milczeć.
I patrzę na niego. Stoi między drzewami, brązowy na granitowym cokole. Taki Juliusz Słowacki. Wieszcz, poeta, .człowiek, który umarł młodo, daleko od domu, z głową pełną obrazów, których nie zdążył zapisać.
Podchodzę bliżej. Nie wiem czemu – znam ten pomnik, mijałem go dziesiątki razy. Ale dziś coś mnie ciągnie. Może to światło, które pada na jego twarz. Może to cisza, która tu jest inna niż w domu. Może to ja jestem dziś inny.
Patrzę na niego i myślę – co to znaczy być wieszczem? Mówić rzeczy, których inni nie rozumieją? Widzieć dalej niż większość? A może po prostu – cierpieć głośniej, pisać ładniej, umrzeć młodziej?
Słowacki był we Wrocławiu dwukrotnie. W 1831 i w 1848 roku. Miasto było wtedy inne – Breslau, pruskie, niemieckie, dalekie od tego, czym jest dziś. Co tu robił? O czym myślał, chodząc tymi ulicami? Czy szukał czegoś? Czy uciekał przed czymś? Poeci często uciekają. Przed sobą, przed innymi, przed ciszą, która jest głośniejsza niż krzyk.
Ten pomnik ma dziwną historię. Zaczęło się w latach 60., kiedy Tadeusz Wojciechowski napisał pismo do władz miasta. Zlekceważone. Odłożone. Zapomniane. Potem wróciło – w 1971 roku Towarzystwo Miłośników Wrocławia zaczęło zbierać fundusze. Uczniowie IX LO przekazali dziesięć tysięcy złotych. Uczniowie. Dzieci zbierające pieniądze na pomnik poety, którego czytali w szkole. Jest w tym coś poruszającego. I coś smutnego. Że trzeba było prosić, zbierać, walczyć – żeby wieszcz mógł stanąć w parku, który nosi jego imię.

Rzeźba nie jest oryginalna. To znaczy – jest i nie jest. Wzorem była figura Wacława Szymanowskiego z 1909 roku, secesyjna, dynamiczna. Prawa autorskie wygasły, więc można było ją kupić w Desie i zaadaptować. Andrzej Łętowski wykonał tę pracę – w 1983 roku powstał gipsowy wzorzec, potem odlew z brązu, potem granitowy cokół.
Odsłonięcie – 6 maja 1984 roku. Data nieprzypadkowa. Rocznica kapitulacji Festung Breslau. Miasto, które padło w gruzach, stawia pomnik poecie. Jest w tym jakaś logika. Albo jakaś rozpacz. Albo jedno i drugie.
Siedzę na ławce naprzeciwko i patrzę. Słowacki siedzi w swojej pozie – ręką podpiera głowę, wzrok gdzieś daleko. Zamyślony nie patrzy na mnie. Patrzy gdzieś ponad mną. Ponad parkiem i miastem. Widzi coś, czego ja nie widzę. Może przyszłość. Może przeszłość. Może to, co mogło być, a nie było.
Myślę o tym, że poeci są dziwnymi strażnikami pamięci. Nie budują mostów ani dróg. Nie wygrywają wojen ani nie podpisują traktatów. Piszą słowa. Słowa, które czasem zostają dłużej niż mosty i traktaty. Słowa, które bolą albo leczą – zależy, kto czyta, kiedy czyta, w jakim jest stanie.
Czy Słowacki wiedział, że kiedyś będzie stał tu, w parku, który nosi jego imię, w mieście, które już nie jest tym miastem, które odwiedził? Czy wiedział, że dzieci będą zbierać pieniądze na jego pomnik? Że ktoś kupi jego podobiznę w komisie i postawi na granitowym cokole?
Pewnie nie. Poeci rzadko wiedzą, co zostanie po nich. Piszą na dziś, a czasem okazuje się, że pisali na wieki..
Wstaję. Robi się chłodno. Park pustoszeje, ludzie wracają do domów, do ciepła, do swoich czterech ścian. Ja jeszcze nie jestem gotowy. Idę dalej alejką, mijam inne rzeźby – Katyń, Konstytucja 3 Maja, Cztery Pory Roku. Park-galeria, mówią. Jedno z najbardziej nasyconych rzeźbą miejsc we Wrocławiu.
Ale Słowacki cały czas błądzi mi po głowie. Jego wzrok gdzieś daleko. Jego ręka uniesiona do głowy. Jego milczenie, które mówi więcej niż moje myśli.
Wracam do domu. Cisza tam czeka. Ale teraz jest trochę inna. Ma w sobie coś z parku. Coś z brązu i granitu. Coś z poety, który patrzył ponad miasto i widział rzeczy, których ja nie widzę.
Może o to chodzi w pomnikach. Nie o to, żeby pamiętać daty i fakty. Ale o to, żeby czasem stanąć, podnieść głowę i zapytać – co ty widzisz, czego ja nie widzę? I posłuchać ciszy. Która czasem odpowiada. Jeśli się umie słuchać.