Relikty PRL we Wrocławiu

Medytacja nad betonem, który miał trwać wiecznie, a okazał się bardziej ulotny niż nasze wspomnienia

Czy beton może umrzeć?

Czy pamiętacie moment, gdy po raz pierwszy uświadomiliście sobie, że budynki – te wielkie, betonowe, zdawałoby się wieczne konstrukcje – mogą po prostu zniknąć? Że można je rozebrać, wywieźć, usunąć z krajobrazu miasta jak niepotrzebny mebel z mieszkania?

Stoję czasem w miejscach, gdzie kiedyś stały budynki z czasów PRL-u. Takie ikony Wrocławia. Takie konstrukcje, które – jak nam się wydawało – będą tu zawsze. Biurowiec Cuprum, Poltegor, Hotel Panorama,  Elwro,  Naviga i Navicentrum. Nazwy, które brzmią dziś jak zapomniane zaklęcia. Jak słowa w języku, którego nikt już nie używa.

I zadaję sobie pytanie: dlaczego? Po co? Czy trzeba było?

Ale nie odpowiadam. Bo może nie ma odpowiedzi. A może odpowiedź jest za prosta, za brutalna, za oczywista. Jakby miejsce było tylko sumą metrów kwadratowych, a nie sumą wspomnień. Rentowność, nowoczesność – jakby te słowa miały wystarczyć, żeby usprawiedliwić znikanie kawałków miasta.

Hotel Panorama: Gdy gościnność staje się ruiną

Hotel Panorama nocą

Hotel Panorama. Plac Dominikański, który kiedyś nazywał się Pl. Dzierżyńskiego (nic dziwnego, że zmienili nazwę). Siedem kondygnacji. Charakterystyczny, prostokątny kształt – chyba ulubiona forma socjalizmu. Jeden z symboli PRL-owskiego Wrocławia. Miejsce, gdzie zatrzymywali się goście, delegaci, turyści. Gdzie odbywały się bankiety, konferencje, spotkania, wernisaże i premiery.

Użytkowany do samego końca. W końcu rozebrany w… właściwie kiedy dokładnie? Czy ktoś pamięta datę? Czy ktoś w ogóle zauważył, że zniknął?

To właśnie jest najsmutniejsze w tej historii. Że hotel, który miał przyjmować gości, przynosił zyski, został sprzedany a później rozebrany. Kondygnacja po kondygnacji i przestał istnieć. Jakby nigdy go nie było.

Stał na placu Dominikańskim. Teraz tam… co tam jest? Parking? Plac? Kolejna nowoczesna inwestycja w planach? No tak – galeria handlowa. I to mnie smuci jeszcze bardziej, że można zapomnieć o czymś, co jeszcze kilkanaście lat temu było tu, było rzeczywiste, było częścią miasta.

Czy to my zapominamy zbyt szybko? Czy może architektura zbyt szybko przemija?

Rozebrany w 1999r.

Elwro: Fabryka, która została skwerem

Elwro - zdjecie nocne

Elwro. Wrocławskie Zakłady Elektroniczne. Fabryka, która budowała polskie komputery. Odry. Juniory. Maszyny, które miały być przyszłością. I przez jakiś czas były.

Większość hal fabrycznych wyburzona w latach 90. i na początku XXI wieku. W ich miejscu – nowa zabudowa. Biurowce. Mieszkania. I troszeczkę dalej (albo bliżej;))Skwer ELWRO. Z pomnikiem komputera Odra. Poza tym, nie ma tam nic. Pusta przestrzeń- jakieś parkingi… teren prywatny.

Czy to wystarczy? Czy skwer i pomnik wystarczają, żeby pamiętać o fabryce, w której pracowały tysiące ludzi? O halach, w których powstawały maszyny? O hałasie, zapachu, codzienności pracy?

Może tak. Może skwer jest wszystkim, na co nas stać. Może nie potrafimy pamiętać inaczej niż poprzez nazwę i pomnik. Może to już wystarczająco dużo.

A może to za mało. Może skwer to tylko uspokojenie sumienia. Sposób, żeby powiedzieć: „pamiętamy”, nie pamiętając właściwie niczego.

Stoję na Skwerze ELWRO i próbuję wyobrazić sobie fabrykę. Ale nie potrafię. Widzę tylko bloki mieszkalne i pomnik. Ale przecież to nie tutaj stał zakład! To tylko kawałek zieleniny koło skrzyżowania tak nazwali. Teraz ludzie będą myśleli, że to było tutaj.

I myślę: czy w tym właśnie problem? Że nie potrafimy wyobrazić sobie tego, czego już nie ma?

Rozebrane w 2004. Pozostał biurowiec, parę hall i magazyny.

Poltegor: Brutalizm, który miał być przyszłością (ale został przeszłością)

poltegor

Biurowiec Poltegor. Jeśli Elwro było pierwsze, Poltegor był największym. Kolos przy Powstańców Śląskich. Monolit o 25 kondygnacjach brutalnej, surowej architektury. Siedziba koncernu handlu zagranicznego. Budowany w latach 70. Wyburzony w 2007 roku.

Czy widzieliście kiedyś zdjęcia tego budynku? Te długie, horyzontalne okna. Te betonowe bryły. Ta monumentalność, która miała wyrażać potęgę, stabilność, przyszłość. A wyraziła tylko przeszłość.

Poltegor został rozebrany, by zrobić miejsce na… osiedle mieszkaniowe? Oczywiście że nie. Deweloper wybudował pomnik mimo, że developerzy nie budują pomników bo mieszkania się bardziej opłacają. Pomniki – nie.

Ale czy ktoś zatrzymał się, żeby zapytać: co tracimy? Nie chodzi mi o funkcję. Oczywiście, że nikt nie potrzebował pustego biurowca z lat 70. Chodzi mi o formę. O symbol. O coś, co było fragmentem tkanki miasta. Co stanowiło punkt odniesienia. Co pozwalało nam powiedzieć: „spotykamy się przy Poltegorze”.

A teraz przy czym się spotykamy? Przy Sky Tower, który również jest najwyższym budynkiem we Wrocławiu.

Cuprum:

Cuprum

Biurowiec Cuprum przy placu Solidarności. Ośmio-kondygnacyjny gmach o ulubionym przez socjalizm prostokątnej bryle, z betonu i szkła. Siedziba Kombinatu Miedzi. Budowany w latach 70., rozbudowywany w 80., wyburzony w 2015 roku.

Czy pamiętacie go? Ja pamiętam głównie jako kanciaste wypełnienie przestrzeni na Pl. 1go Maja. Bo kiedy go burzono, byłem już dorosły, ale nigdy tak naprawdę nie zwróciłem na niego uwagi. Przejeżdżałem obok obojętnie i to właśnie jest najbardziej bolesne – że budynki mogą zniknąć, zanim je zauważyliśmy. Że możemy przechodzić obok czegoś przez lata i dopiero gdy to zniknie, zaczynamy pytać: jak to wyglądało?

Cuprum stał na miejscu, które dziś zajmuje… co właściwie? Nowa zabudowa. Nowoczesna. Szklana. Ładna, pewnie. Ale czy ktoś ją pamięta? Czy ktoś zatrzymuje się i mówi: „pamiętasz ten budynek”? Czy nowe budynki w ogóle mogą być pamiętane?

Rozebrany w 2015 r.

Naviga i Navicentrum: Bliźniacze wieże, które odeszły w milczeniu

Navicentrum i Navigra - biurowce Wrocław

Biurowiec Navicentrum i Navigra. Jeden przy ulicy Nowy Targ i drugi przy Wita Stwosza. Charakterystyczna, modernistyczna architektura. Wybudowane w latach 70. Siedziba Polskiej Żeglugi Morskiej „Navigo”. Stąd nazwa.

Rozebrane w… Właściwie kiedy? I czy w ogóle obie? Czy tylko jedna? Czy jeszcze jakaś część stoi? Nie jestem pewien. I to właśnie przeraża. Że można stracić pewność. Że można zapomnieć, co jeszcze istnieje, a co już zniknęło.

Te budynki nie były szczególnie piękne. Może nawet były brzydkie. Może nikt ich nie kochał. Może nikt nie płakał, gdy je burzono.

Ale były. Stały tu przez dekady. Stanowiły punkt odniesienia. Fragment krajobrazu. I nagle zniknęły. Jakby nigdy ich nie było.

Czy to tak właśnie umierają miasta? Powoli, niepostrzeżenie tracą swoje fragmenty? Nikt nie zwraca uwagi, dopóki nie jest za późno…

Rozebrane w 2016 r.

Po co to rozbierać?

To pytanie wraca do mnie ciągle. Po co rozbierać te budynki? Dlaczego nie można ich zostawić? Zaadaptować? Przekształcić?

Odpowiedzi znam. Słyszałem je setki razy. Nieopłacalne. Zbyt kosztowne w utrzymaniu. Nieefektywne energetycznie. Nie pasują do współczesnej estetyki. Nie odpowiadają współczesnym potrzebom. Przestarzałe.

Ale czy te odpowiedzi wystarczają?

Czy wszystko musi być opłacalne? Czy wszystko musi służyć? Czy nie może być czegoś, co po prostu jest? Co trwa nie dlatego, że przynosi zysk, ale dlatego, że stanowi część historii?

Patrzę na miejsce po Cuprum. Po Poltegorze. Po Panoramie. Po Elwro. I widzę nowe budynki. Ładne. Funkcjonalne. Nowoczesne.

Ale czy za pięćdziesiąt lat ktoś będzie o nich pamiętał? Czy ktoś będzie pisał nostalgiczne teksty o budynkach z lat 2010.? Czy ktoś będzie płakał, gdy je wyburzą, żeby zrobić miejsce dla czegoś jeszcze nowocześniejszego?

A może nowoczesność to właśnie ta klątwa – że wszystko, co nowe, od razu staje się stare. Że nie ma już miejsca na trwanie. Tylko na ciągłą wymianę.

Alternatywne historie, których nie będzie.

Czy trzeba było?

To pytanie trudniejsze. Bo wymaga wyobrażenia sobie alternatywnej rzeczywistości. Takiej, w której te budynki wciąż stoją.

Cuprum – zaadaptowany na nowoczesne biura. Z zachowaniem bryły, ale z nowym wnętrzem. Poltegor – przekształcony w centrum kulturalne. Z galeriami, pracowniami, przestrzeniami dla artystów. Hotel Panorama – odnowiony, działający, punkt orientacyjny na placu Dominikańskim. Elwro – muzeum polskiej informatyki, miejsce pamięci. Naviga – cokolwiek, byleby nie pustka.

Czy to możliwe? Technicznie – pewnie tak. Finansowo – nie wiem. Społecznie – może.

Ale nie stało się. I już się nie stanie. Bo nie da się cofnąć rozbiórki. Nie da się odbudować tego, co zostało zburzone. Można tylko pamiętać. Albo zapomnieć.

I coraz częściej wybieramy zapomnienie. Bo łatwiej. Bo mniej boli. Bo nie mamy na to wpływu.

Solpol – galeria, która odeszła bez pożegnania

Solpol - galeria we Wrocławiu

A mówiąc o znikaniu, nie można pominąć Solpolu. Galerii handlowej, która nie była reliktem PRL’u ale byłą pierwszym efektem odwilży politycznej, oznaką zmian, wytworem nieskrępowanego rynku i potrzeb ludności. I stałą się codziennością. Przy ulicy Świdnickiej. Miejsce, gdzie chodziło się na zakupy, spotykało znajomych, spędzało czas.

Rozebrana w 2016 roku. W jej miejscu – nowa zabudowa. Ale jeszcze nie w 2026 r.

Czy ktoś o niej pamięta? Czy ktoś tęskni? Czy ktoś w ogóle zauważył, że zniknęła?

Galerie handlowe nie są ikonami architektury. Nie są pomnikami. Ale są częścią życia miasta. Miejscami, które tworzą tkankę miejskiego doświadczenia. I gdy znikają, zostawiają dziurę. Nie w krajobrazie, ale w pamięci.

Solpol odszedł cicho. Bez ceremoniału. Bez hałasu. Po prostu pewnego dnia go nie było. I nikt nie płakał.

A może to właśnie jest najsmutniejsze – że można zniknąć bez pożegnania.

Czekające na wyrok: Arkady, Budpol, Zremb

I są jeszcze te, które czekają. Galeria Arkady – już zamknięta, czekająca na rozbiórkę. Biurowiec przy Racławickiej – stoi, ale jak długo? Biurowiec Zrembu przy Traugutta – niejasne zamiary, niepewna przyszłość.

Czy one też znikną? Pewnie tak. Bo taka jest logika współczesnego miasta. Nic nie może stać bezczynnie. Wszystko musi służyć. Przynosić zysk. Być użyteczne.

A jeśli nie – to musi zniknąć.

Galeria Arkady. Pamiętam wielką przestrzeń z ogromnym, na całaścianę akwarium, malutkie sklepiki, zapach, którego nie potrafię opisać. Miejsce trochę dziwne, mało ludzi takie jakby niepotrzebne.

Arkady Wrocławskie - zdjęcie w nocy

Teraz zamknięta. Czekająca i jakby skazana.

Biurowiec Budpolu (budynek administracyjno-socjalny Dolnośląskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego) przy Racławickiej. Charakterystycznym elementem tego późnomodernistycznego obiektu z lat 70. jest pofalowany (zygzakowaty) daszek nad wejściem głównym. Budynek powstał jako niemal bliźniaczy klon dawnego biurowca ZREMB przy ul. Traugutta.

Biurowiec Budpolu na ul. Racławickiej

Biurowiec Zrembu. Nazwa brzmi jak relikt. Jak coś z innej epoki. Stoi przy Traugutta. Ale nikt nie wie, co z nim zrobić. Nikt nie wie, czy ma zostać, czy odejść.

Biurowiec ZREMB'u

I to oczekiwanie jest najgorsze. Nie wiadomo. Może zostanie. Może nie. Może za rok. Może za dziesięć lat. Ale pewnego dnia – zniknie. I nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś tu stał.

Pytania, które zostają

Dlaczego burzymy?

Czy to strach przed przeszłością? Czy wstyd? Czy po prostu praktyczność?

Czy beton z lat 70. jest gorszy od betonu z lat 2020.? Czy PRL-owska bryła jest brzydsza od współczesnej kostki? Czy tamte budynki naprawdę nie dają się zaadaptować?

A może po prostu łatwiej zburzyć i zbudować od nowa, niż zmierzyć się z tym, co już jest?

Patrzę na miejsca, gdzie kiedyś stali giganci. Cuprum. Poltegor. Panorama. Elwro. Naviga. I widzę tam… współczesny blichtr i nowoczesny design. Szkło, stal i gustowne kamienie. Wyszukany smak i technologię. Śmiałe projekty wyjątkowych architektów. Sky Tower, Alexandr house, Infinity. Powstają unikalne, niezwykłe i imponujące biurowce.

A może problem w tym, że my – ludzie współczesnego miasta – nie potrafimy już budować legend. Nie potrafimy tworzyć miejsc, które będą znaczyły więcej niż suma swoich metrów kwadratowych.

A może po prostu nie potrafimy pamiętać. I to jest nasze przekleństwo. Że burzymy nie dlatego, że chcemy budować nowe, ale dlatego, że nie umiemy zachować starego.

A może to i dobrze. Niech stare odchodzi. Niech robi miejsce na nowe. Ładniejsze, nowocześniejsze, bez historycznych obciążeń. Bez ryzyka, że się zawali i zginą ludzie.

Co zostaje po wyburzonym budynku?

Nazwa przystanku. Czasem pomnik. Czasem skwer. Czasem tylko wspomnienie w głowach kilku starszych ludzi, którzy pamiętają, że „tu kiedyś coś stało”.

Beton okazał się bardziej ulotny niż myśleliśmy. Te wielkie, monumentalne konstrukcje, które miały trwać wiecznie – zniknęły szybciej niż nasze wspomnienia o nich.

A może to nie beton był ulotny. Może to my jesteśmy niecierpliwi. Może to my nie potrafimy czekać. Dać przestrzeń. Pozwolić istnieć.

Może problem nie w budynkach. Może problem w nas.

Stoję przed nimi wszystkimi na raz i próbuję je sobie wyobrazić. Ale nie potrafię. Widzę tylko współczesność. Teraźniejszość. To, co jest tu teraz.

Czy to znaczy, że przeszłość naprawdę zniknęła? Że już jej nie ma?

A może po prostu tak wygląda współczesne miasto – że nic nie trwa na tyle długo, żeby stać się historią. Wszystko znika, zanim zdążymy je zapamiętać.

Czy beton może żałować?

Czy beton czuje, gdy w jego ściany wchodzą kruszarki? Czy szkło płacze, gdy się tłucze? Czy stalowe rusztowania krzyczą, gdy je tną?

Pewnie nie. Budynki to tylko rzeczy. Martwa materia. Beton, szkło, stal.

Ale dla nas, dla ludzi nie są martwe. Są żywe. Pamiętają, świadczą i trwają.

Dopóki je nie zburzymy.

Giganci PRL-owskiego Wrocławia odchodzą jeden po drugim. Panorama odeszła , Poltegor odszedł, Cuprum odeszło, Elwro odeszło, Naviga odeszła. Odchodzą również i nowe: Solpola nie ma. Za chwilę znikną Arkady i Budpol. Zremb czeka.

I my czekamy. Na co? Nie wiem. Może na moment, w którym w końcu zrozumiemy, że miasto to nie tylko budynki. Że to pamięć. Że to czas. Że to my.

A może już za późno. Może już tyle zniknęło, że nie da się odzyskać. Może możemy tylko stać na pustych placach i pytać: co tu było? I nie otrzymywać odpowiedzi.

Bo odpowiedzi pogrzebane są pod metrami nowej zabudowy. Pod parkingami. Pod szklanymi fasadami.

Głęboko. Nieosiągalnie. Nieodwracalnie.

Czy beton może umrzeć? Okazało się, że tak. I umiera szybciej, niż kiedykolwiek sądziliśmy. A to dopiero początek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *