Elektroniczne centrum – mózg, który miał rozwiązać wszystkie problemy socjalistycznego państwa.
Czasem zatrzymuję się przed tym budynkiem i próbuję sobie przypomnieć, jak to było – tamten dwunastoletni chłopak w latach osiemdziesiątych. Jazda na rowerze z podmiejskich osiedli do centrum miasta, w kieszeni parę drobnych odłożonych z obiadu na godzinę spędzoną przy komputerze. Commodore 64, ZX Spectrum… nazwy, które brzmiały wtedy jak coś z innego świata, niemal magiczne. Marzenie każdego dzieciaka.
Chłopak idzie wolno ulicą Ofiar Oświęcimskich, patrzy na ten szklany, nowoczesny budynek. Tak bardzo obcy wśród starych kamienic, jak statek kosmiczny, który wylądował gdzieś pośrodku miasta. Elewacja zdobi biało-czarna mozaika, pulsująca niemal rytmem kodu binarnego. Przez witryny widać ogromne szafy obliczeniowe, ludzi w białych fartuchach, tony migających światełek — prawdziwa świątynia technologii. Ale on nie wchodzi tam. Nie, on podąża do sąsiedniej kamienicy, bo tam, na parterze, jest coś innego. Coś, co można dotknąć. Coś bliższego dzieciństwu, co pozwala zanurzyć się w świecie gier i fantazji na niespotykanym dotąd poziomie zaangażowania. To było ważniejsze niż wszystko inne…
Gmach Zakładu Elektronicznej Techniki Obliczeniowej we Wrocławiu powstał pod koniec lat sześćdziesiątych, między 1966 a 1969 rokiem. Za projekt odpowiadało małżeństwo Anna i Jerzy Tarnawscy, którzy zaproponowali coś lekkiego i nowoczesnego. Coś co z dumą pokaże, że w sercu miasta bije elektroniczny mózg regionu. Miejsce, gdzie przyszłość już się zaczyna. ZETO, powołane do życia na początku grudnia 1964 roku, miało być odpowiedzią na potrzeby Wrocławia, który stawał się ważnym ośrodkiem produkcyjnym dzięki zakładom ELWRO. Miasto potrzebowało fundacji dla swoich maszyn cyfrowych, wielkich szaf pełnych lamp i przekaźników, które miały wyliczać przyszłość.

Budynek wyrósł w samym centrum Starego Miasta i od razu wzbudził kontrowersje. Jak to możliwe, że coś tak zupełnie niepasującego stanęło obok XVIII-wiecznych kamienic? Można było odnieść wrażenie, że jest tam jak pies pawłowa w salonie, ale architekci mieli inny pomysł — ten radykalny kontrast nie był pomyłką, to był manifest. Wnętrza zaprojektował Józef Chierowski, ten sam, który stworzył słynny fotel model 366 — ikoniczny element polskiego wzornictwa. Budynek rozciąga się szeroko w poziomie, elewacja podzielona na pasy, a mozaika odbija światło i przypomina op-art. Wielkie, przeszklone okna na parterze pozwalały przechodniom zajrzeć do środka i zobaczyć maszyny w akcji — trochę oswajanie technologii przez ciekawość i przypadkowy widok. Wewnątrz zielone patio, taras, stołówka, strefa, gdzie ludzie, głównie młodzi — średnia wieku około trzydziestu lat, a ponad połowa to kobiety — mogli odpocząć. A co jeszcze? Szkolenia w Londynie, co w czasach PRL było czymś zupełnie wyjątkowym. No i klimatyzacja. Tak, pełna klimatyzacja, coś prawie niespotykanego wtedy w Polsce, a niezbędnego, bo olbrzymie szafy obliczeniowe bez chłodzenia zamieniłyby się w piec. Ale przecież miało to też swoją zaletę dla pracowników — w najgorętsze dni ludzie z innych budynków przychodzili do ZETO po prostu na chwilę ochłody, jakby to było jakieś klimatyzowane sanktuarium.
Tymczasem tuż obok, w sąsiedniej kamienicy, działało coś zupełnie innego — Ośrodek Usług Informatycznych. Można powiedzieć, że to był taki pradziadek współczesnych kawiarni internetowych czy centrów gier. Komputery wynajmowane na godziny—Commodore 64, ZX Spectrum. Te słowa dziś mogą się ludziom młodym kojarzyć z jakimiś legendami czy mitycznymi potworami z fantasy, ale wtedy to była jedyna droga do obcowania z tym nowym światem. Własny komputer? Marzenie, często warte kilku miesięcznych pensji. A tu, w ZETO, można było spróbować za niewielką opłatą. Kolejki, szum przerywanych kaset, dźwięki zapisu i… ta wieczna gra z czasem. Magnetofon kasetowy czyli datasette dla C64 ładował gry od kilku do kilkunastu minut, a każda pomyłka, błąd odczytu, oznaczała stratę cennej chwili. I wtedy złość mieszała się z radością. Tytuły jak International Karate, River Raid czy Boulder Dash rozbudzały wyobraźnię. Dzieciaki wpatrzone z zapartym tchem, jak czasem pikselowy obraz powoli rysował się na ekranie monitora Neptun… To było coś więcej niż tylko granie. To była jakaś inicjacja, przejście w coś nowego. W przyszłość, która właśnie się objawiała, piksel po pikselu.
Dziś, w 2026 roku, stoję i wyobrażam sobie tamten Wrocław. Młody, otwarty na technologię, przekonany, że komputery rozwiążą wszystkie problemy. Że przyszłość będzie jasna i szybka, że wystarczy parę kliknięć, by zmienić świat na lepsze.
A potem przyszedł czas na zmiany — lata dziewięćdziesiąte. Miniaturyzacja zmieniła wszystko. Ogromne sale z maszynami zaczęły znikać, komputer można było mieć już na biurku. ZETO stopniowo traciło na znaczeniu, firma weszła w stan likwidacji. Budynek zaczął powoli popadać w zapomnienie, dekada za dekadą jakby składały się z kolejnych okien i płytek, które się odklejały od ścian.
W XXI wieku zdarzyła się walka — działacze miejscy przeciw deweloperowi HEA, który w 2024 roku kupił ten teren i chciał wypisać ten budynek z rejestru zabytków, żeby go wyburzyć. Sprzedać działkę, bo ziemia w centrum miasta jest droga. Bo tamto miejsce dla większości jest już… no cóż, pustym wspomnieniem, które w ogóle nie pasuje do klimatu Starego Miasta.
Kampania „Że co ZETO?” — spacery, wykłady, próba przypomnienia tego, co większość mieszkańców dawno zapomniała. CUPRUM zniknęło, POLTEGOR też. Kolejne fragmenty epoki PRL trafiały pod koparki. ZETO miało być następne. Aż przyszedł 3 kwietnia 2026 roku, kiedy to Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie utrzymał budynek w rejestrze zabytków. Całe szczęście. Na razie jednak.

Czy to ładny budynek? No, cóż — zależy od tego, kogo o to zapytasz. Dla jednych symbol odwagi, modernizmu i otwarcia na świat. Dla innych szkaradny kawał betonu, który popsuje starówkę. Dla mnie… jest czymś trochę innym. Pomnikiem wiary w przyszłość, która nigdy tak do końca nie nadeszła. Świadectwem czasu, gdy Polska pragnęła być nowoczesna, zachodnia, technologiczna. I przez chwilę była – naprawdę. Ciągle myślę o tym chłopaku z początku opowieści. O jego dłoniach zaciskających się na joysticku, oczach śledzących powolne ładowanie gry z magnetofonu, o tym, jak godzina zleciała za szybko, a potem podróż powrotna autobusem, z głową pełną pikseli i chiptune’owych melodii. Dla niego ZETO nie było tylko bryłą betonu i szkła. Było oknem na świat, który dopiero się zaczynał.
Budynek stoi. Pusty, trochę podniszczony, chroniony przez prawo, ale nie przez pamięć. Bo większość ludzi, którzy codziennie przechodzą obok, nie ma pojęcia, co tam kiedyś było. Nie wiedzą o szafach pełnych lamp i przekaźników, o klimatyzacji, która w tamtych czasach była niemal cudem. Nie pamiętają dzieciaków pochłoniętych grami na wypożyczonych komputerach, o przewadze kobiet w białych fartuchach, o szkoleniach w Londynie, o tym, że kiedyś było to po prostu przyszłość — chociaż trudno w to dzisiaj uwierzyć. Czy jest szansa, by ocalić ten budynek, nie ratując przy tym też pamięci, którą nosi? Czy sam zapis w rejestrze wystarczy, skoro nikt już nie pojmuje, po co to wszystko powstało?
Nie wiem. Ale stoję i patrzę na tę biało-czarną mozaikę, te przeszklone witryny, szerokie, horyzontalne linie elewacji i próbuję sobie wyobrazić coś jeszcze — ten dźwięk szumu magnetofonu, pisk kasety, radosny okrzyk, gdy wreszcie udało się załadować grę. LOAD ERROR. RETRY. LOAD SUCCESS. Może właśnie o to chodzi w ochronie takich miejsc. By można było się nadal próbować. Mieć prawo popełnić błąd i zacząć od nowa. Nie pozwolić, by przeszłość zniknęła pod parkingiem z betonu. ZETO stoi. Trochę zardzewiały, trochę zapomniany, ale wciąż tu jest — jak stary komputer, który odmówił wyłączenia.
I dobrze.
Te „krążki” na ścianie naprzeciwko głównego wejścia, w holu podcienia, to jeden z ciekawszych elementów artystycznych w budynku ZETO. To nie są zwykłe ozdoby. W rzeczywistości jest to ceramiczna płaskorzeźba, stanowiąca ważną część wystroju wnętrz, które zaprojektowano pod kierunkiem Józefa Chierowskiego. Kilka faktów dotyczących tej instalacji: Charakterystyka i symbolika Forma: Elementy są wypukłe, ceramiczne i ukształtowane w spiralę. Można je skojarzyć z muszlami ślimaków albo zwojami kabli, a jeśli spojrzeć technicznie – przypominają też magnetyczne taśmy pamięciowe, które w tamtych czasach były dość popularne w informatyce.

Autorstwo: Chociaż całość wnętrz zaprojektował Chierowski, to właśnie tę konkretną dekorację ścienną tworzyli artyści plastycy współpracujący z nim, m.in. z kręgu wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych (wtedy PWSSP). Materiał: Wykonano ją z glazurowanej ceramiki, co wtedy było charakterystyczne dla wrocławskiej architektury, podobnie jak mozaiki zdobiące fasadę budynku. Dlaczego właśnie „ślimaki”? Pod koniec lat 60. panowała moda na zestawianie surowego betonu z kształtami inspirowanymi naturą – miękkimi, zaokrąglonymi. W przypadku ZETO te spiralne zdobienia miały złagodzić trochę techniczny, chłodny charakter samej bryły, która zamieszkiwana była przez maszyny.
Dla dziecka, które wchodziło tam po raz pierwszy, by pograć na Commodore, te formy mogły wydawać się niemal kosmiczne. W połączeniu z czarno-białą mozaiką na zewnątrz całość tworzyła dość spójną, może nawet trochę futurystyczną wizję – trochę taką rodem z filmów sci-fi, które wtedy były bardzo popularne.
Stan obecny
Nie ukrywam, że przez lata dbałość o detale w ZETO trochę przygasła – wiele elementów z wnętrz dzisiaj jest ukrytych za żaluzjami, pomalowanych lub zniszczonych. Jednak to właśnie ceramiczne „ślimaki” były jednym z argumentów, które przekonały konserwatorów do wpisania budynku do rejestru zabytków. Uznało się je za wyjątkowy przykład połączenia architektury i dekoracji artystycznej.Jeśli te elementy stanowią rzadki dowód na to, że nie tylko pałace – ale i budynki techniczne w PRL-u powstawały z myślą o detalach artystycznych, co było wtedy dość nietypowe.

Bibliografia
Narodowy Instytut Dziedzictwa (wpis do zabytków): https://zabytek.pl/pl/obiekty/wroclaw-budynek-zakladu-elektronicznej-techniki-obliczeniowej
Archiwum portalu polska-org.pl (zdjęcia wnętrza): https://polska-org.pl/508866,Wroclaw,Budynek_ZETO.html