Pociąg do nieba

Jesienią 2010 roku, na surowym Placu Strzegomskim, w miejscu naznaczonym wojną, przemysłem i powojenną prowizorką, Wrocław zrobił coś nietypowego: zamiast kolejnego biurowca czy parkingu, postawił pytanie. Pytanie skierowane pionowo w górę.

Z ziemi, obok betonowego bunkra – dawnego schronu przeciwlotniczego, dziś siedziby Muzeum Współczesnego – wyrasta lokomotywa. Prawdziwa. Ciężka. Zużyta. Z całym bagażem historii kolei, pracy fizycznej i przemysłowego wysiłku. Nie jedzie jednak przed siebie. Nie biegnie po torach. Jest uniesiona, jakby w ostatnim, desperackim ruchu, skierowana ku niebu.

Tak narodził się „Pociąg do nieba”.

Autorem projektu był Andrzej Jarodzki, artysta związany z Wrocławiem, który nosił ten pomysł w sobie od lat 90. Lokomotywa Ty2-1035, pochodząca z czasów II wojny światowej, została wydobyta z muzealnego zapomnienia i ustawiona w sposób całkowicie sprzeczny z jej pierwotnym przeznaczeniem. Maszyna stworzona do ruchu poziomego została zmuszona do pionu. Do gestu. Do symbolu.

Odsłonięcie instalacji miało charakter wydarzenia, a nie oficjalnego „przecięcia wstęgi”. Byli przedstawiciele miasta, był prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, był autor i środowiska artystyczne. Była muzyka, światło, performans. Bardziej rytuał niż inauguracja. Jakby wszyscy obecni mieli świadomość, że nie chodzi o nowy obiekt w przestrzeni publicznej, lecz o zmianę jej znaczenia.

Plac Strzegomski długo był miejscem tranzytu. Przechodziło się przez niego szybko, bez zatrzymania, jak przez teren niczyj. „Pociąg do nieba” ten ruch zatrzymał. Zmusił do spojrzenia w górę. Do chwili zawahania: co właściwie widzę? Pomnik? Rzeźbę? Relikt? Żart? Modlitwę?

Siła tej instalacji polega na jej niejednoznaczności. Jedni widzą w niej metaforę niespełnionych ambicji, inni – ironię wobec idei postępu. Dla jednych to hołd dla robotniczej przeszłości miasta, dla innych – komentarz do cywilizacji, która nie wie już, dokąd zmierza. Lokomotywa, symbol nowoczesności XIX i XX wieku, zostaje wysłana w niebo w momencie, gdy jej epoka dawno się skończyła.

Nie jest to pomnik zwycięstwa. To raczej pomnik pytania: dokąd prowadzą nasze drogi, gdy kończą się tory?

Pociag do nieba

Wrocław, miasto wielokrotnie wymienione, przepisane, przemodelowane przez historię, przyjął „Pociąg do nieba” bez jednoznacznej deklaracji. I być może właśnie dlatego ta rzeźba przetrwała. Nie została zamknięta w jednej narracji. Nie została opatrzona tablicą, która wszystko wyjaśnia. Pozostała otwarta – jak gest w pół drogi między ziemią a niebem.

Dziś jest punktem orientacyjnym. Miejscem spotkań. Cichym świadkiem codzienności. Ale wciąż działa tak samo: wyrywa z poziomego myślenia. Każe spojrzeć w górę. I zapytać, czy jeszcze wierzymy, że coś może nas tam zaprowadzić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *