Angelus silesius

Umówiłem się z koleżanką na spacer więc się spieszę. Jak nie ja. Skracam sobie drogę przez zaułek i Ogród Ossolineum. Barokowe mury, szmer fontanny i on. Trzy metry brązu na piaskowcowym cokole. Postać, która zdaje się unosić. Albo spadać. Albo jedno i drugie naraz. I to nie Chrystus zmartwychwstały Gossena.

Pomnik Anioła Ślązaka, Johannes’a Scheffler’a, znanego jako Angelus Silesius. Poeta i mistyk. Człowiek, który cztery wieki temu pisał rzeczy, których do dziś nie potrafimy zrozumieć. Albo rozumiemy aż za dobrze – tylko boimy się przyznać.

Podchodzę bliżej. Rzeźba Ewy Rossano, odsłonięta w październiku 2007 roku. Stylizowany mężczyzna pochyla się lekko, jakby w locie lub ekstazie. Ale to nie twarz przyciąga wzrok. To dwa asymetryczne skrzydła. Jedno tradycyjne, z pleców – takie, jakie znamy z aniołów na obrazach i nagrobkach. Drugie wychodzące prosto z serca. Wypolerowane na złoty połysk, jakby płonęło światłem od środka.

Stoję i oglądam to skrzydło wystające z serca. I myślę o tym, co artystka chciała przekazać. Rossano świadomie odrzuciła realistyczny portret. Mówiła: „Chciałam pokazać osobę przemawiającą przez duchowość i poezję. Skrzydło z serca symbolizuje wewnętrzną inspirację – Boga nie w niebie, lecz w duszy”. Boga w wewnątrz. Nie gdzieś poza. Nie ponad nami. W nas.

Na cokole wyryto wielkimi literami „ANGELUS” oraz cytat, który Mickiewicz tak kochał, że sam go przetłumaczył: „Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie. Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w niebie.”

Czytam te słowa raz, drugi, trzeci. Pochodzą z XVII wieku, a brzmią jak napisane dziś rano. Jak odpowiedź na pytanie, którego jeszcze nie zadałem.

Kim był Scheffler? Postacią niejednoznaczną, pękniętą między światami. Lekarz z wykształcenia, luteranin z urodzenia, a od 1661 roku katolicki zakonnik karmelitański. Wrocław – wtedy Breslau – stał się jego duchową stolicą. Tu pisał swoje „Cherubiny wanderskie” – epigramy paradoksalne, które burzyły schematy. Bóg nie w niebiosach, lecz w ludzkiej duszy. Wieczność w chwili. Jedność z Bogiem przez pustkę. Mistyka, która brzmi jak zen, choć powstała w barokowym klasztorze.

Rzeźba stoi w idealnym miejscu – na dziedzińcu dawnego klasztoru, gdzie Scheffler tworzył. W pobliżu krypta kościoła św. Macieja, gdzie niegdyś spoczywał. Genius loci – duch miejsca – jest tu niemal namacalny. Brąz lśni w promieniach słońca przebijającego przez stare drzewa. Cisza, którą słychać.

Pomnik to nie tylko hołd dla poety. To symbol dwóch najprestizowszych nagród literackich Wrocławia. Literacka Nagroda Europy Środkowej Angelus – 150 tysięcy złotych, najwyższa w Polsce – wyróżnia prozę z naszego regionu. Statuetka, którą laureaci otrzymują, to dzieło tej samej Ewy Rossano. Coroczna gala w październiku czyni Wrocław stolicą literatury środkowoeuropejskiej. I może właśnie o to chodzi – że miasto, które łączy kultury, potrzebuje patrona, który łączył światy. Ziemski z niebiańskim. Zewnętrzny z wewnętrznym. Luterański z katolickim. Rozum z ekstazą.

Siadam na murku przy fontannie. Patrzę na Anioła, który nie patrzy na mnie. Patrzy gdzieś w siebie. Albo gdzieś poza siebie. Trudno powiedzieć.

Myślę o tym, że Scheffler żył w czasach, gdy ludzie zabijali się za różnice w interpretacji tej samej księgi. On szukał tego, co łączy. Nie dogmatu, lecz doświadczenia. Nie kościoła, lecz duszy. Patron 2024 roku we Wrocławiu – nie bez powodu. Jego myśl rezonuje z poszukiwaniami współczesnego człowieka. Z tym głodem czegoś więcej, który czujemy, choć nie potrafimy nazwać.

We Wrocławiu, mieście mostów i spotkań kultur, Angelus Silesius przypomina o jeszcze jednym moście. Tym, który prowadzi do wnętrza. Do miejsca, gdzie – jak pisał – Bóg czeka. Nie w górze. Nie w świątyni. W nas.

Wstaję. Idę dalej. Wychodzę z zaułka na Szewską, w zgiełk miasta, w zwykły dzień. Ale słowa zostają. „Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w niebie.” I to skrzydło z serca. Wypolerowane na złoto. Które świeci nawet teraz, gdy już go nie widzę.

Są pomniki, które stoją i czekają na spojrzenie. I są takie, które pytają. Anioł Ślązak należy do tych drugich. Stoi w barokowym ogrodzie i milczy. Ale jego milczenie jest pytaniem. O to, gdzie szukamy. O to, czy zaglądamy w siebie. O to, czy potrafimy znaleźć skrzydło w miejscu, gdzie bije serce. Może potrafimy. Może właśnie dlatego wciąż tu przychodzimy. Żeby sprawdzić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *