indianie

No cóż, pokaz wyglądał lekko kiczowato. Wódz był ubrany za bardzo kolorowo i tandetnie. Miałem wrażenie, że jest czarny, a tylko twarz a pomalowaną na czerwono, ale to mogła być gra świateł. Było ciemno. Jego „drużyna pierścienia” nosiła wyraźne ślady nadwagi. Choreografia i muzyka przypominały bardziej show dla niezbyt wymagających Amerykanów niż tradycyjne tańce indian.

Rozumiem, że stereotyp prawdziwego indianina wynieśliśmy z amerykańskich westernów, które można porównać do naszej rodzimej produkcji o wiedźminie, ale to co zobaczyłem to wyglądało trochę na nisko budżetową charakteryzację. Domyślam się, że nie była to holyłudzka produkcja ale zanikająca kultura, która nie charakteryzowała się blaskiem i splendorem, i która swoje ostatnie chwile spędza w cieniu zapomnienia. Istotny był przekaz i możliwość uczestniczenia w rytuale, być może ostatnim na świecie. Jak się okazało później, nie byłem jedynym, który odniósł takie wrażenie.

Bardzo podobała mi się końcówka gdy rdzenni mieszkańcy Ameryki zeszli do widzów i wciągnęli ich we wspólny taniec pod sceną, który zakończył cały pokaz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *