thewomandecomposed

Ciężko to opisać. Trzeba samemu przeżyć i zderzyć z własnymi doświadczeniami, ze swoją psychiką. Trochę jest w tym z delirium, trochę z katharsis, a trochę ze zwykłego szaleństwa. Czasami wydaje mi się, że zmaganie się ze swoją przeszłością jest trudniejsze niż z przyszłością. Jest w tym jakaś tragedia i romantyczność — jakby dwa stany egzystencji stapiały się w jedno. Takie „dwa w jednym”, jak kiedyś reklamowali szampon pewnej marki z tonami sypiącego się łupieżu :).

Spektakl wciąga w świat, gdzie granice między rzeczywistością a wyobraźnią są płynne. To trochę jak podróż przez labirynt własnych myśli, snów i obsesji, w którym bohaterka nieustannie balansuje między świadomością a szaleństwem. Zderza się z własnymi demonami, wspomnieniami i pragnieniami, a widz zostaje wciągnięty w ten wir psychiczny niemal fizycznie.

Po spektaklu utwierdziłem się w przekonaniu, że zrozumieć kobietę może tylko inna kobieta. A i to nie zawsze. W tej historii czuć delikatną przewrotność życia — melancholię, ironię i pełną napięcia dramaturgię, która przypomina, że nasze wewnętrzne krajobrazy bywają równie nieprzewidywalne jak sny.

Inspiracje są tu czytelne, choć subtelnie: „Księga niepokoju” Bernarda Soaresa Fernanda Pessoi, wrażliwość i samotność jednostki w świecie pełnym chaosu, oraz „Wilk stepowy” Hermanna Hesse, który zagląda w głąb dualności człowieka, między pragnieniem normalności a potrzebą odrębności i wolności. Świat wyobraźni i rzeczywistość przenikają się, marzenia i gra stapiają się w jedno, a każdy gest i scena zdają się rezonować z własnymi wspomnieniami i odczuciami widza.

To spektakl, który nie daje gotowych odpowiedzi. On pyta, prowokuje, każe patrzeć w lustro własnej psychiki, aż samemu odkrywa się, co w nas drzemie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *