Pieta - kopia 1:1

Kościół Imienia Jezus. Plac Uniwersytecki. Wchodzę do środka, jak zwykle bez konkretnego celu. Barokowe złoto, sklepienia, zapach kadzidła i wosku. Znam to miejsce ale byłem bardzo dawno temu. Onieśmiela przepychem.
A dziś skręcam w kaplicę, do której nigdy wcześniej nie zaglądałem. Kaplica św. Judy Tadeusza, zaraz przy wejściu. Coś w niej przykuło moją uwagę.

Matka trzymająca na kolanach martwe ciało syna. Gips, naturalnej wielkości. Stoję i przyglądam się zaskoczony..Gdzieś już to widziałem. I nagle mi się przypomniało. Pietà jak ta watykańska, ta jedyna, ta, którą Michał Anioł wyrzeźbił mając dwadzieścia cztery lata.

Pietà – z łaciny „miłosierdzie”. Temat ikoniczny w renesansie. Maria trzymająca ciało Chrystusa zdjęte z krzyża. Ale ta kompozycja jest inna niż gotyckie przedstawienia, gdzie Maria łka, gdzie ból wykrzywia twarz, gdzie cierpienie krzyczy. Tu dominuje godność. Cisza. Kontemplacja. Piramidalna kompozycja – stabilna, harmonijna – jakby nawet w obliczu największej tragedii istniał jakiś porządek. Jakby ból mógł być piękny.

Młody Michał Anioł wyprzedził swoją epokę. Ciało Chrystusa – około dwóch metrów – z widocznymi śladami biczowania, anatomicznie idealne. Maria nieproporcjonalnie młoda, młodsza niż syn, którego trzyma. Symbol czystości wiecznej, nie biologicznej matki. I podpis na szarfie przecinającej jej pierś: MICHAELA NGELVS BONAROTVS FLORENT FACIBAT. Jedyny sygnowany posąg artysty. Rok 1499. Rzeźba powstała dla francuskiego kardynała Jeana de Bilhères-Lagraula na jego grób w bazylice św. Piotra.A teraz stoję przed jej kopią. We Wrocławiu. W kościele uniwersyteckim.Wrocławska Pietà to dzieło Antonia Vanniego z Frankfurtu nad Menem, druga połowa XIX wieku. Gipsowy odlew w skali jeden do jednego – 174 na 195 centymetrów. Nazywają ją najwierniejszą kopią na świecie. Każdy detal marmuru oddany w gipsie. Każda fałda szat. Każda żyła na ciele Chrystusa. Każdy cień, każde załamanie światła.

Podchodzę bliżej. Mogę to zrobić – tu nie ma pancernej szyby jak w Watykanie, gdzie oryginał chroniony jest od czasu ataku szaleńca z 1972 roku. Tu mogę stanąć na wyciągnięcie ręki. Widzieć każdy szczegół. Prawie dotknąć.I myślę o tym, czym jest kopia. Czy to tylko imitacja? Czy coś więcej? Ta Pietà nie udaje, że jest oryginałem. Jest świadectwem. Świadectwem tego, co Michał Anioł stworzył pięćset lat temu. Jest oknem, przez które mogę zobaczyć arcydzieło, nie jadąc do Rzymu. Jest narzędziem kontemplacji – bo przecież nie chodzi o to, kto to wyrzeźbił, ale o to, co ta rzeźba mówi.A mówi o ciszy. O bólu, który nie krzyczy. O matce, która nie gestykuluje, nie wyrywa włosów, nie pada na kolana. Która po prostu trzyma. I patrzy. I współczuje. Miłosierdzie matczyne – to właśnie znaczy „pietà”. Nie heroizm. Nie gniew. Ciche trwanie przy tym, który odszedł.

Są inne wierne kopie – w Poznaniu, w kościele Matki Boskiej Bolesnej, która nawet został użyta do rekonstrukcji oryginału po ataku. W Muzeum Watykańskim trzy kopie różnych Piet Michała Anioła. W Carrarze, w Stanach, w różnych kościołach świata. Ale ta wrocławska – mówią – jest najbardziej wierna. Najbliższa temu, co Michał Anioł wykuł w marmurze z Carrary pięć wieków temu.

Siadam w ławce naprzeciwko. Ludzie wchodzą i wychodzą, niektórzy zerkają, większość przechodzi dalej, do głównej nawy, do barokowych fresków i złoceń. A ja siedzę i patrzę na gipsową Marię trzymającą gipsowego Chrystusa. I myślę o tym, że sztuka sakralna ma to do siebie, że nie kończy się na estetyce. Że to nie jest muzeum. Że ta rzeźba stoi tu nie po to, żeby budzić podziw – choć budzi – ale po to, żeby coś przekazać. O cierpieniu. O miłości. O tym, co zostaje, gdy wszystko inne odchodzi.

Wstaję w końcu. Wychodzę z kaplicy, mijam główny ołtarz, wychodzę na plac. Słońce, studenci, tramwaje. Zwykły dzień. Ale coś zostaje. Obraz matki trzymającej syna. Cisza, która jest głośniejsza niż krzyk. I pytanie, które wisi w powietrzu – czy potrafiłbym tak trwać? Przy kimś, kto odchodzi? Bez gestu, bez słowa, tylko z miłosierdziem?Nie wiem. Ale dobrze, że ta rzeźba tu stoi. Że mogę do niej wrócić. Że jest blisko – bliżej niż Watykan. I że patrzy na mnie tak, jakby wiedziała coś, czego ja jeszcze nie rozumiem.

Są arcydzieła, które istnieją tylko w jednym miejscu na świecie. I są ich kopie, które niosą to samo przesłanie – tylko ciszej, skromniej, bez tłumów i pancernych szyb. Wrocławska Pietà jest jedną z nich. Stoi w kaplicy przy wejściu i czeka. Na tych, którzy skręcą. Którzy zatrzymają się. Którzy pozwolą, żeby cisza do nich przemówiła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *