Skrzypek Gosena - Muzeum Narodowe

Dziś coś przyniosło mnie do muzeum gdzie kurz tańczący w świetle muzealnych reflektorów zdaje się układać w smugi dawno zapomnianych melodii. Czy jestem tu przypadkowo, czy przywołały moje kroki wspomnienia o dawno nieżyjącym dziadku? Nie jestem pewny ale Ty spójrz na niego. Skrzypek. Mała figura, która widziała więcej, niż niejeden z nas zdoła przeżyć w kilku wcieleniach.

Kiedyś, w tamtym starym Breslau, o którym dziadek snuł opowieści przy akompaniamencie tykającego zegara, ten skrzypek miał swoje miejsce. Stał dumnie na kredensie u znajomych dziadka – tych, których wojenna zawierucha pochłonęła bez śladu, wymazując ich imiona z rejestrów, ale nie z rodzinnych podań. Wtedy, w tamtym pokoju oświetlonym popołudniowym słońcem lat 30., nie był sam. Miał smyczek, był jedną z wielu ozdób, elementem codzienności, świadkiem rozmów o niczym i o wszystkim.

Gosen Skrzypek - Muzeum Narodowe

Dziadek mówił, że ludzie się nie zmieniają. Opowiadał o tamtych czasach – o rażącym braku szacunku, o chłodzie serca, który potrafił zmrozić miasto mocniej niż zima, ale też o tych, którzy mając w kieszeni tylko garść okruchów, potrafili się nimi podzielić. Patrzę na dzisiejsze ulice i widzę to samo. Sto lat minęło jak mgnienie oka, a my wciąż tacy sami – ani o gram bardziej ucywilizowani w środku, wciąż rozdarci między pychą a poświęceniem.

A skrzypek? On przetrwał. Nikt go nie odziedziczył, nie stał się rodzinną pamiątką przekazywaną z rąk do rąk, bo ręce, które mogły go trzymać, zniknęły w mrokach historii. Czy to dobrze, czy źle? Nie roztrząsam tego, idąc dalej swoją drogą. Świat po prostu płynie.

Patrząc na niego ogarnia mnie ten szczególny rodzaj niepokoju, który zna tylko ten, kto zbyt długo zagląda w szczeliny czasu. Ten skrzypek… on przecież oszukuje oczy. Jest wysmukły, niemal ulotny, jak wspomnienie, które próbuje się schwytać tuż przed przebudzeniem, a jednak bije od niego ciężar, którego nie da się zważyć w gramach. To ciężar trwania.

Ma na sobie surdut i te czubiaste buty, jakby był gotowy wyruszyć w drogę, z której nikt nie wraca. Przytula instrument do policzka – gest tak intymny, że niemal czuję się intruzem. W tej nieruchomej pozie zaklęta jest jęcząca melodia, coś na kształt umierającej duszy, która nie potrafi ostatecznie odejść. Czy to muzyka umiera, czy może to my, patrząc na niego, czujemy własną przemijalność?

To było przecież serce Gosena. Kiedy grał, świat – ta cała duszna kamienica, miasto, historia – zapadał się w nicość. Istniał tylko smyczek i ta wieczna, tragiczna próba dociągnięcia do ideału. Czy teraz gra mu się lepiej? Czy w tej ciszy muzeum osiągnął wreszcie doskonałość, której szukał za życia, czy może jego tragedia polega na tym, że wciąż próbuje coś poprawić, choć czas dla niego stanął w miejscu?

Nikt go nie odziedziczył. Stał się niczyj, a przez to – paradoksalnie – stał się własnością nas wszystkich. Czy to wolność, czy najgorszy rodzaj wygnania? Nie wiem. Wędrując przez życie, uczysz się, że niektóre pytania nie potrzebują odpowiedzi, a jedynie kogoś, kto odważy się je zadać w pustym muzealnym korytarzu. On wie, że jest unikalny, ale czy ta wiedza daje mu ukojenie, czy jest tylko kolejną warstwą kurzu na jego brązowym surducie?

Stojąc przed nim, czuję tę dojmującą melancholię. Czy to sam Gosen, który tak kochał muzykę, odlał w brązie moment, w którym artysta zostaje sam ze swoją ciszą? A może to postać kogoś bliskiego, kogo portretował z taką czułością, że do dziś, po stu latach, czujemy bijące od niej osamotnienie? To pokrewieństwo dusz jest niemal bolesne. On jest jedyny, samotny pośród tych dwudziestu kilku ocalałych rzeźb, a ja, patrząc na niego, przestaję być samotny w swoim własnym wyobcowaniu.

Dziś stoi tu, w muzeum. Bez smyczka. Samotny na swoim cokole, ale w tej samotności odnalazł nową siłę. Kiedyś był „jednym z wielu”, teraz jest jedyny w swoim rodzaju. Błyszczy pod ostrzałem spojrzeń zwiedzających, niemy świadek świata, który obrócił się w pył. Przetrwał wojny, zmiany granic i ludzką niepamięć. Może właśnie o to chodzi w tej wędrówce przez czas? Żeby po wszystkim, co nas spotka, wciąż potrafić tak stać – dumnie, z uniesioną głową, wiedząc, że jest się unikalnym świadectwem tego, co było.

Gosen skrzypek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *