Pomnik Żołnierzy Wyklętych

Dziś trafiłem na ten pomnik. Nie wiem, co mnie podkusiło, co zmusiło, żeby wyjść na tę lodówkę. Jakiś wewnętrzny niepokój, że czas ucieka, że mogę nie zdążyć. Jakieś przeczucie. Mus. Gestalt. Musiałem wyjść i iść. Gdzie nogi poniosą. Jak zwykle. Patologia.

Jest tak zimno, że palce kleją mi się do magnezowej obudowy aparatu. Jest taki dziwny, spowolniony poślizg. Ale nie czuję, że aparat jest zimny. Może dlatego, że nie czuję też palców. Dziwne uczucie — widzę, że się zginają, ale tego nie czuję. Są białe i wydaje mi sę, że gdybym je naciął nożem, to bym tego nie czuł. Nie czuję też stóp, mimo że buty mam ciepłe. Taki life. Taki przymus. Ale jestem tu.

Poświęciłem się, żeby tu przyjść i ich zobaczyć, jak stoją tu niewzruszeni. Jest ich dziewięciu, zaklętych w kryształowych sarkofagach na wieczność. Byśmy nie zapomnieli, że oddali życie za to, by mieć życie takie jakie my mamy dopiero teraz. Żeby uniknąć 45 lat komunizmu. My urodziliśmy się w innym, lepszym czasie. Oni umarli za to, by był 45 lat wcześniej. Chociaż słowo „umarli” nie jest odpowiednim, bo ich zamordowano.

Żołnierze Wyklęci lub Niezłomni. Antykomunistyczne podziemie niepodległościowe po 1945 roku. Szacuje się, że było ich od 120 do 180 tysięcy. Z czego około 20 tysięcy zginęło w walkach lub egzekucjach, a ja zastanawiam się ilu z nich znam z imienia? Dwóch, pięciu, dziesięciu? Gdyby nie pomnik to nie znałbym ani jednego. Większość z nich to bezimienne ofiary, których nikt nie upamiętnia, bo nikt nie zna ich historii.

Witold Pilecki: „Witold” – Rotmistrz AK, który dobrowolnie dał się ująć aby trafić do Auschwitz, żeby opisać „produkcje śmierci” i zorganizować ruch oporu. Po wojnie walczył z UB. Zamordowany w 1948. Czytaj więcej…

August Emil Fieldorf. „Nil”. Generał AK, szef Kedywu. Skazany na śmierć przez UB, stracony w 1953. Łukasz Ciepliński. „Pług”. Szef IV Zarządu WiN, aresztowany w 1948, zamordowany w 1951 z sześcioma towarzyszami. Czytaj więcej…

Zygmunt Szendzielarz. „Łupaszka”. Major 5. Wileńskiej Brygady AK, walczył na Wileńszczyźnie i Białostocczyźnie, stracony w 1951.

Józef Kuraś. „Ogień”. Partyzant z Podhala, walczył z Niemcami i UB, zginął w walce w 1947.

Danuta Siedzikówna. „Inka”. Sanitariuszka 5. Brygady, ostatnia sanitariuszka podziemia, zamordowana w 1946 roku. Miała osiemnaście lat.

Hieronim Dekutowski. „Zapora”. Cichociemny, dowódca oddziałów na Lubelszczyźnie, stracony w 1948.

I stoję tu, w tym zimnie, i myślę — kim oni naprawdę byli? Bohaterami? Mordercami? Ofiarami? Zbrodniarzami? A może wszystkim naraz? Bo historia nie jest czarno-biała. Historia jest szara, brudna, skomplikowana. A my tak bardzo chcemy, żeby była prosta i jasna. Żeby można było powiedzieć: ci są dobrzy, a tamci są źli. Ale nie da się.

Zginęli na darmo a my mieliśmy 45 lat komunizmu, PRL. Władze sprawowali krwawi komuniści bezwzględnie tępiący jakikolwiek przejaw oporu. Może źle ich oceniam. Ostatni żołnierz sowiecki opuścił Polskę w 1993 r.. Tylko się zastanawiam kogo ci żołnierze chronili? Czy ZSRR przed buntem Polski, czy polską władzę przed własnej ludności? Może ten komunizm był potrzebny żeby było lepiej. Żeby elity się wymieniły. Żeby hieny u władzy też się wykształciły i przekształciły? Żeby zmiany były ewolucyjne a nie rewolucyjne. Chociaż mam wrażenie, że niewiele się zmieniło. I oni wszyscy za to zginęli.

Ale czy wszyscy z nich zasługują na ten pomnik? To pytanie, które dzieli ludzi. Lewica i stowarzyszenia, takie jak Pokolenia, sprzeciwiały się. Nazywali wyklętych „mordercami 5 tysięcy cywilów, w tym 200 dzieci”. Radni prezydenta Sutryka proponowali zmianę nazwy na „żołnierze podziemia”. Mimo to pomnik powstał. W 2021 roku. Szklane figury. Międzynarodowe uznanie w 2024. Ale podział trwa.

I ja stoję tu, patrzę na te dziewięć szklanych brył, i myślę — czy mają rację? Czy można gloryfikować wszystkich bez rozróżnienia? Bohaterów obok zbrodniarzy?

Bo fakty są takie: część oddziałów, w ramach tego podziemia antykomunistycznego, dokonała zbrodni na cywilach. Głównie na mniejszościach etnicznych — Białorusinach, Ukraińcach, Litwinach, Żydach. Kobiety. Dzieci. IPN potwierdził to w śledztwach. Romuald Rajs. „Bury”. Oddział NZW spacyfikował białoruskie wsie — Zaleszany, Puchały Stare. Zabili około 79 cywilów prawosławnych. W tym 20–30 w Zaleszanach. IPN uznał to za zbrodnię bez uzasadnienia. Józef Kuraś. „Ogień”. Jego grupa zabiła ponad 30 Żydów po wojnie. Kobiety. Dzieci. Oskarżany o rabunki i palenie wsi. Także mordy na Ukraińcach. Napady na Żydów ukrywających się. Pacyfikacje litewskich wiosek — Dubinki, 27 cywilów po mordzie litewskim. Łącznie tysiące ofiar cywilnych. W tym dzieci. A o ilu sę już nie dowiemy, bo nie przeżył nikt kto by się poskarżył? I jak się o tym myśli to jak się to godzi z pomnikiem, z pamięcią, z szacunkiem? Czytaj więcej…

Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Bo z jednej strony — walczyli z sowieckim totalitaryzmem, który zabił miliony w Europie Wschodniej, stworzył gułagi, przeprowadzał czystki oraz zniewolił narody, a z drugiej strony — czy cel uświęca środki? Czy walka z jednym totalitaryzmem usprawiedliwia morderstwa na cywilach? Na dzieciach?
Upadek komunizmu i reewaluacja historii potwierdziły, że mieli rację. Że walka miała sens. Że ktoś musiał się przeciwstawić tylko nie takimi środkami.

IPN podkreśla potrzebę krytycznej pamięci. Nie czarno-białej. I to chyba jedyne, co mogę zrobić. Pamiętać krytycznie. Nie gloryfikować ślepo. Ale też nie potępiać wszystkich bez rozróżnienia. Bo Witold Pilecki to nie Romuald Rajs. Danuta Siedzikówna to nie Józef Kuraś. Ale wszyscy są wpisani w tę samą historię. Wszyscy są częścią tego samego podziemia. I jak to rozdzielić?

Stoję i patrzę — obserwuję. Trochę z boku. Tak jak oni teraz. Zrobili ich tak oryginalnie — piękną instalację. Dziewięć szklanych brył, a w nich zastygłe postaci.Migotliwe, jakby wychodziły z lasu. Idące w różnych kierunkach. W zależności od kąta patrzenia — bardziej widoczne albo prawie niewidzialne. Jak konspiracja. Jak próby wymazywania przez władzę.

Tomasz i Konrad Urbanowiczowie. Wrocławscy artyści. Grube szkło artystyczne, odporne na czas i warunki. Iluminacja, która sprawia, że nocą pomnik żyje. Gra światła i cienia. Postaci, które są i których nie ma. To symboliczne, prawda? Żołnierze wyklęci — skazani na niepamięć. A teraz stoją w centrum miasta, przy Wroclavii, na skwerze między Glinianą, Borowską i Dyrekcyjną.

Kilkanaście lat trwało powstawanie tego pomnika. Dwa konkursy bez rozstrzygnięcia. Wreszcie, 8 maja 2024 roku, odsłonięcie o godzinie 21:00. Po zmroku. Ze względu na iluminację. Musiało być po zmroku, żeby światło zadecydowało o formie. Żeby pokazać, że ci ludzie są i jednocześnie ich nie ma. Że można ich wymazać, ale też można ich odnaleźć. W zależności od kąta patrzenia. W zależności od światła.

„Najpiękniejszy pomnik żołnierzy wyklętych w Polsce” — powiedział prof. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprezes IPN. I ma rację. Jest piękny. Artystycznie wymowny. W takiej lokalizacji — w samym centrum, przy Dworcu Głównym — każdy go zobaczy. Nawet jeśli nie będzie wiedział, kim byli. Nawet jeśli nie będzie chciał wiedzieć.

„Dla wielu rodzin pomordowanych żołnierzy to będzie miejsce ich symbolicznego spoczynku” — powiedział Przemysław Lazarowicz, wnuk zamordowanego Adama Lazarowicza, pseudonim Klamra. Jego ojciec całe życie poświęcił na poszukiwanie miejsca pochowania dziadka. Nie udało się. Ale teraz jest ten pomnik. I to jest coś.

Stoi na zaniedbanym przez lata skwerze. Teraz jest tu kostka, szklane bryły, przemyślana kompozycja grafiki posadzki. Maszt flagowy. Drzewa. Zielone kliny z niższą roślinnością. Kubiki z zimozielonej laurowiśni przy pomniku. Wszystko zaprojektowane tak, żeby tworzyło spójną całość.

A co by było, gdyby wygrali? Czy to było możliwe? Gdyby nasi politycy nie byli tacy słabi. Gdyby nasi sojusznicy nas nie sprzedali. Gdybyśmy dokonali innych wyborów niż dokonaliśmy. Gdyby nie było PRL i ZSRR. Może byłoby jeszcze gorzej? Może to była najbardziej optymalna droga? Piotr Zychowicz twierdzi, że byłoby lepiej. Może ma rację. Nie wiem. Nie myślę życzeniowo.

Ale walczyli, bo myśleli, że mogą coś zrobić, żeby było lepiej. Że racja jest po ich stronie. Byli zdecydowani, zdeterminowani, dobrze wyszkoleni i przygotowani. To nie byli amatorzy. Ale także — niektórzy z nich — nie byli świętymi.

I pomyślałem — a co dalej? Za dziesięć, dwadzieścia lat? Kto będzie dbał o ten pomnik? Kto będzie pamiętał? Może kolejne pokolenia będą przechodzić obok obojętnie, nie wiedząc, co to znaczy. Nie rozumiejąc, dlaczego ci ludzie stoją zaklęci w szkle. Dlaczego ich sylwetki są tak niewyraźne. Dlaczego znikają w zależności od światła.

Ale może właśnie o to chodzi. Żeby byli. Żeby stali. Żeby ich obecność była niepokojąca. Żeby pytali. Żeby nie dawali spokoju. Nawet jeśli nikt nie zna ich nazwisk. Nawet jeśli historia ich zapomniała. Nawet jeśli niektórzy z nich mają krew na rękach.

Za dużo myślę — znowu. Wywołuje dużo refleksji. Jak człowiek może torturować innego człowieka? Jak można się tak wyłączyć? Jak można być tak pozbawionym empatii, wrażliwości, współczucia? Nienawiści? Jak można zatrudniać takich ludzi i jak można wykonywać taką pracę? Albo to raczej powołanie. Myślę o służbach bezpieki, donosicielach (których teraz każą nam nazywać sygnalistami). To takie tworzenie państwa policyjnego – małymi kroczkami lub gotowanej żaby.. Tu ograniczą trochę internet, tu odciski palców w dowodach osobistych, tu prawo do zaglądania w nasze konta bankowe, za chwilę bez telefonu nie załatwi się niczego w urzędzie (a jaki to problem dodać małe „feature” do apki), tu trochę „sugestii” dla redaktorów prasy, ograniczenie prawa do protestów (tak – spróbujcie zrobić jakiś protest bez zgody władzy), rejestracja kart SIM, blokowanie kont bankowych bez zgody sądu itp.

I zastanawiam się — czy oni, ci zaklęci w szkle, widzieli to wszystko? Czy wiedzieli, że za pięćdziesiąt, siedemdziesiąt lat będziemy mieli demokrację, ale też nowe formy kontroli? Że będziemy wolni, ale w cudzysłowie? Że będziemy mogli mówić, ale w granicach? Czy to jest ten świat, o który walczyli?

Stoję tu i czuję, że zimno dotarło już głęboko. Że palce nie słuchają. Że czas wracać. Ale jeszcze chwilę. Jeszcze tylko chwilę. Bo oni tu będą stali długo. A ja za moment zniknę. I wrócę do swojego życia, które oni mi dali. Nawet jeśli nie chcieli. Nawet jeśli przegrali. Nawet jeśli niektórzy z nich nie zasługują na moją wdzięczność.

Bo może właśnie w tym jest problem. Że chcemy bohaterów. Czystych. Idealnych. Bez skazy. A dostajemy ludzi. Skomplikowanych. Zagubionych. Czasem okrutnych. Czasem szlachetnych. Często jedno i drugie naraz. I nie wiemy, co z tym zrobić. Jak ich zapamiętać. Jak ich ocenić.

Może właśnie dlatego te postaci są zarastrowane. Niewyraźne. Może właśnie dlatego znikają w zależności od światła. Bo taka jest prawda o nich. Niewyraźna. Zależna od perspektywy. Od tego, z jakiej strony patrzysz. Od tego, ile światła wpuszczasz.

Dość już zmarzłem, pora się gdzieś ogrzać póki jeszcze mogę się ruszać. Odchodzę. Ale wiem, że wrócę. Może nie jutro. Może nie za tydzień. Ale wrócę. Bo te pytania nie dają spokoju. I dobrze. Nie powinny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *