Maski księżyca

Impreza zaczyna się ciszą. Powietrze drży od napięcia. Za jasno jeszcze, maski nie mogą wyjść. Taniec odbywa się tylko przy świetle księżyca. Czekamy, patrząc w niebo, z sercami bijącymi szybciej, niepewni, co zaraz nastąpi.

Nagle rozbrzmiewa pierwszy dźwięk ksylofonu – surowy, pierwotny, wibrujący w murach sali. Drży podłoga, drżą ciała, drżą myśli. W ciemności pojawia się rozmazana sylwetka – demon, który wygina się w kierunkach niemożliwych dla ludzkiego ciała. Skacze, wiruje, tupie, śmieje się z praw grawitacji. Każdy ruch jest wyzwaniem dla oka, a światło księżyca tylko podkreśla jego eteryczność.

Chwilę później dołączają kolejne postacie – maski wirują, tupią, wirują w powietrzu, ich biało-czarne stroje pulsują rytmem odwiecznej walki dobra i zła. Jing i Jang, życie i śmierć, światło i ciemność – dwie siły starsze od Ziemi, może od całego wszechświata. Maski księżyca strzegą równowagi między tymi pradawnymi wrogami. Jeden fałszywy krok – i wszystko mogłoby runąć. Świat wypełniłby się tylko bielą lub tylko czernią.

Dźwięki instrumentów przebijają się przez mrok – obłędne konstrukcje wibrują w powietrzu, wyrywają się z granic zmysłów. Bęben uderza jak bicie serca planety, piszczałki przecinają ciszę jak błyskawice. Każdy ruch, każdy dźwięk, każdy cień jest częścią rytuału, tak precyzyjnego, że nawet w chaosie kryje się logiczna harmonia.

Przez cały czas obserwuję – z sercem w gardle – kolejne maski kroczące po scenie. Ich ruchy są znajome, a jednak każda wyznacza własny rytm. To tysiąclecia tradycji wprowadzone w życie jednej nocy. Wygląda to jak walka o przetrwanie świata – o każdy oddech, o każdy cień i światło, o każdy puls.

I wtedy uświadamiasz sobie: tu nie ma przypadku. Wszystko jest konieczne, wszystko ma znaczenie. Nawet najmniejszy błąd mógłby zaburzyć równowagę. Taniec trwa, a ja wpatruję się, trzymam aparat w rękach, próbując uchwycić coś, co być może nigdy więcej nie powtórzy się w takim natężeniu. Każda chwila jest jak nagroda – jedyna, ulotna i absolutnie niezapomniana.

MASKI KSIĘŻYCA
Afirmacja nocy
Żywiołowy rytuał plemienia Bwa z Burkina Faso

Członkowie plemienia Bwa wierzą, że bóg Dobweni stworzył świat poprzez ustanowienie nieskończonej ilości par przeciwieństw: by równowaga wszystkiego pozostała zachowana, Bwa powinni dbać o harmonię między tymi opozycjami. Taniec masek sumbo poa wygląda jak hołd oddawany światłu księżyca – przeciwieństwu dnia.
Maski Księżyca, sumbo poa, zwane również „maskami tkanin” należą do rodziny Bihoun – griotów z plemienia Bwa zamieszkujących wioskę Bereba w prowincji Tuy na południu Burkina Faso.

To rdzenne plemię liczy około 300 tysięcy członków i zamieszkuje tereny Burkina Faso i Mali. Taniec Masek Księżyca jest jednak właściwy wyłącznie griotom z Bereba, którzy – jak wszyscy grioci pośród Bwa – odpowiedzialni są za muzyczną oprawę wszelkich ważnych wydarzeń plemiennych. Grioci stoją także na straży ciągłości tradycji ustnego przekazu: do ich zadań należy kultywowanie i pielęgnowanie rytuałów, zwyczajów i dziedzictwa przodków. Społeczność Bwa jest znana właśnie ze swojej tradycji użycia masek plemiennych w celach rytualnych. Wykonane w całości z materiału, wykończone ozdobnie muszlami cauri białe maski sumbo poa zakłada się wyłącznie w nocy. Przy świetle księżyca bowiem tancerze z rodziny Bihoun swym energetycznym i pełnym radości tańcem czczą bóstwo Do, a za jego pośrednictwem oddają hołd siłom natury. Dominującym pośród tej grupy etnicznej systemem wierzeń jest animizm (85% populacji) – podczas wielu różnorodnych ceremonii religijnych maski reprezentują więc duchy zwierząt, roślin i żywiołów. Naczelnym bogiem Bwa jest Dobweni, który po stworzeniu świata i wszystkich jego elementów opuścił ziemię, zesławszy na nią trzech swoich synów – bóstwa Do, Soxo i Kwere. Członkowie plemienia Bwa widzą w Do pośrednika między światem ludzi a siłami natury – jego znaczenie, jako tego, którego wstawiennictwo może przynieść łaskawość przyrody, jest zatem niekwestionowane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *