Pomnik Przesiedleńców we Wrocławiu

Dziś zawędrowałem pod Renomę i zacząłem się zastanawiać co zabierasz ze sobą, gdy musisz odejść na zawsze?

Pytanie, które nigdy nie powinno paść – a jednak padało miliony razy. W 1945 roku, w 1946, w kolejnych miesiącach wielkiej wędrówki ludów przez środek Europy. Padało po niemiecku i po polsku. W Breslau i we Lwowie. W domach, które za chwilę miały przestać być domami.

Stara fotografia, srebrna łyżeczka po babci, książka z dedykacją lub Biblia. Klucz – bo może za chwilę lub kiedyś, da się wrócić.

Czy można zmieścić całe życie w jednym tobołku?

We Wrocławiu, za rogiem Domu Towarowego Renoma, przez lata stała fontanna. Niepozorna. Łatwa do przeoczenia w miejskim zgiełku. A jednak ci, którzy się przy niej zatrzymywali – milkli.

Na granitowym brzegu basenu wznosił się ogromny, odlany z brązu węzełek – chustka z zawiązanymi rogami, dokładnie taka, jaką pakowano w pośpiechu, gdy przychodziło rozkaz: macie godzinę, macie dwie, zabierajcie co uniesiecie. W wodzie leżały zatopione gigantyczne klucze. Do drzwi, które już nie istnieją. Do pokojów, w których śpią teraz inni ludzie. Do przeszłości, która już nie wróci

Fontanna Pamięci. Potocznie – „Węzełek”. Dzieło profesora Macieja Szańkowskiego z poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych, odsłonięte w 2004 roku.To Pomnik przesiedleńców, ale nie tylko polskich ale i niemieckich.

Bo Wrocław jest miastem szczególnym. Miastem podwójnej tułaczki, podwójnej traumy, podwójnego wygnania. Niemcy, którzy stąd odchodzili – z Breslau, które znali od pokoleń. Polacy, którzy tu przybywali – ze Lwowa, z Wilna, z Grodna, z miejsc, które już nigdy nie miały być polskie.

Jedni zostawiali. Drudzy przejmowali. A jednak – czy ból wygnania ma narodowość? Czy tęsknota za utraconym domem mówi po niemiecku inaczej niż po polsku?

Szańkowski nie postawił tu pomnika polskiego triumfu ani niemieckiej martyrologii. Postawił pomnik człowieka, który musi porzucić swój dom. Uniwersalny, bolesny i jakże prawdziwy.

Był w tej fontannie pewien szczegół, który chwytał za serce. Napis „PANTA RHEI” – wszystko płynie – przypisywany Heraklitowi z Efezu. Aktywowany przez fotokomórkę. Gdy przechodziłeś obok, woda zaczynała szemrać, jakby pomnik budził się do życia. Jakby chciał ci coś powiedzieć.

Wszystko płynie. Granice. Narody. Nazwy miast. Breslau staje się Wrocławiem. Lwów staje się Lvivem. Ludzie odchodzą, przychodzą, znowu odchodzą. Pokolenia mijają.

A czy pamięć też płynie? Czy da się ją zatrzymać w brązie i kamieniu?

Węzełek stał w miejscu nieprzypadkowym. Przy Renomie – modernistycznym relikcie przedwojennego miasta, jednym z niewielu budynków, które pamiętały jeszcze tamten, niemiecki Wrocław. Kontrast był zamierzony: dawne obok nowego, to, co było, obok tego, co nadeszło.

Lokalizacja przy ulicy Czystej – nazwanej tak po wojnie, jakby chciano oczyścić historię, zacząć od nowa. Ale czy można oczyścić pamięć? Czy da się wymazać tęsknotę?

Czasem przy fontannie ktoś składał kwiaty. Polacy, którzy pamiętali Kresy. Ale też Niemcy – dawni breslauerzy, ich dzieci, wnuki – przyjeżdżający zobaczyć miasto przodków. Stali przed tym samym węzełkiem. Myśleli o tym samym bólu.

Bo tobołek reprezentował coś więcej niż przedmioty. Szańkowski mówił o przestrzeni zamienionej w bryłę – o krajobrazach, zapachach, smakach, które uciekinierzy próbowali zabrać ze sobą. O podwórku, gdzie się bawiło w dzieciństwie. O zapachu chleba z piekarni za rogiem. O świetle, które padało przez okno o określonej porze dnia.

Tego nie da się spakować. A jednak próbowano.

W 2022 roku Galerię na Czystej wyburzono. Fontanna przestała istnieć w swojej pierwotnej formie. Węzełek i elementy rzeźbiarskie uratowano, przeniesiono na pobliski skwer przy ulicy Czystej 4.

Ale woda już nie płynie. Fotokomórka nie reaguje. „Panta rhei” zamilkło.

Czy pomnik bez wody wciąż mówi to samo? Czy statyczna rzeźba niesie ten sam ładunek emocjonalny co fontanna, której strumienie szemrały o przemijaniu? Może tak. Może forma się zmienia, ale przesłanie trwa. Jak ci ludzie – zmieniali adresy, języki, obywatelstwa, ale tęsknota za domem pozostawała ta sama.

Stoję przed Węzełkiem w jego nowej lokalizacji. Jest jesień, liście spadają na brązową powierzchnię tobołka. Myślę o mojej babci, która przyjechała tu ze Wschodu w 1946 roku. O jej sąsiadce, Niemce, która została i nauczyła się polskiego. O kluczach, które obie nosiły do końca życia – do drzwi, których już nie było.

Co zostaje po nas, gdy odchodzimy?

Węzełek wspomnień. Klucz do przeszłości. I nadzieja, że ktoś zapamięta.

Wrocław nie jest miastem triumfu. Jest miastem wędrówki. Miastem ludzi, którzy musieli odejść i musieli przyjść. Którzy stracili wszystko i zaczynali od nowa. Którzy budowali na gruzach – dosłownie i w przenośni.

Dziś, gdy nowe fale migracji przetaczają się przez Europę, gdy kolejni ludzie pakują tobołki i zostawiają klucze do domów, które może nigdy nie wrócą – ten dyskretny pomnik za Renomą nabiera nowego znaczenia.

Wszystko płynie, ale pamięć pozostaje. Wystarczy się zatrzymać i podejść bliżej. Dotknąć szorstką powierzchnię brązu i posłuchać, co szepcze węzełek pełen cudzych wspomnień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *