perfect

Perfect zagrał we Wrocławiu 27.08.2010 roku z okazji obchodów trzydziestej rocznicy wydarzeń sierpniowych, kiedy to zdesperowani ludzie zbuntowali się władzy komunistycznej i wyszli na ulicę. Mimo, że bunt nie trwał długo to zapoczątkował upadek komunizmu w Polsce.

Grzegorz Markowski to niesamowita postać. Pełen radości, witalności i niespożytkowanej energii. W grupie reporterów śmiał się, klepał ich po plecach, pozował do zdjęć. Byłem zdziwiony tym życzliwym nastawieniem do otoczenia. Jeszcze bardziej się zdziwiłem gdy ledwo co wszedł na schody i gdyby go nie przytrzymali to zleciałby z nich „na łeb”. Był nawalony jak „Messerschmitt”.

Jednak na scenie dał z siebie wszystko. Prefect wypełnił przestrzeń nieśmiertelną „Autobiografią”, kultowym „Chcemy być sobą” i „Pepe wróć”.

Mimo, że pogoda nie dopisała to Wrocławianie tłumnie przyszli na koncert. Siąpiący deszcz nie odstraszył fanów, a teren zajezdni był wypełniony po brzegi i trudno było się poruszać po placu.

Stoję w tłumie. Setki, może tysiące ludzi wokół mnie. Jeszcze chwilę temu – obcy. Przypadkowe twarze w kolejce po piwo, ramiona ocierające się o twoje w ścisku przed sceną. Nie znam ich imion. Nie wiem, skąd przyjechali, co ich boli, za kim tęsknią, co ich napędza.

A potem Perfekt zaczyna grać i przestaję być sobą.

Nie w złym sensie. W tym najpiękniejszym z możliwych. Rozpływam się w dźwięku, w basie, który uciska gdzieś w głowie, w melodii, którą znam od lat – może od dzieciństwa, może z radia w kuchni rodziców, może z pierwszej miłości, która skończyła się za szybko.

I śpiewam, a ze mną wszyscy. Słowa, które towarzyszyły mi przez dekady, wypowiadane jednocześnie przez tysiąc gardeł. Czy jest coś bardziej intymnego? Czy jest coś bardziej samotnego niż wspólnota? Nie wiem.

Ktoś obok mnie wyciąga telefon. Potem następny. I następny.

Zapalniczki, ekrany – tysiące małych świateł unosi się w ciemności siąpawicy. Las świetlików. Kołyszą się w rytm melodii, powoli, hipnotycznie, jakby oddychały jednym gardłem.

Patrzę na to morze światła i coś ściska mnie w gardle. Coś we mnie pęka. Jakiś mur, jakaś tama.

Bo to jest niemożliwe, prawda? Tylu obcych ludzi, każdy ze swoją historią, ze swoimi bliznami, ze swoim bagażem cierpień i nagle wszyscy poruszają się w tym samym rytmie. Fala przebiega przez tłum, od sceny do ostatnich rzędów i z powrotem. Płynna, nierealna, jakbyśmy wszyscy odpłynęli gdzieś razem.

Jakby granice między nami przestały istnieć.

Kolektywny umysł – tak to nazywają naukowcy. Zbiorowa euforia, lustrzane neurony, oksytocyna i dopamina.

Ale stojąc w tym falującym morzu świateł, nie myślę o neurobiologii. Myślę o tym, jak bardzo człowiek jest samotny na co dzień. Jak bardzo się staramy i udajemy, że dajemy radę. Ile masek nosimy, ile murów budujemy i po co?.

A potem przychodzi taki wieczór. I mury się walą.

Perfekt gra, a ja płaczę. Nie wiem nawet kiedy zaczęły mi lecieć łzy. Może przy trzecim utworze, może przy piątym. Nie wstydzę się bo facet obok mnie też ma mokre oczy. I ta dziewczyna z przodu. I siwy pan w skórzanej kurtce, który pamięta pewnie te piosenki z czasów, gdy miały premierę.

Płaczemy razem. Śpiewamy razem. Istniejemy razem – przez te dwie, trzy godziny, które kiedyś się skończą.

I kończą się.

Światła gasną. Tłum się rozjeżdża. Staje się znowu sobą – pojedynczym człowiekiem w pojedynczym ciele, z pojedynczym sercem, które będzie biło trochę szybciej jeszcze przez kilka godzin.

Wychodzę na zewnątrz. Zimne, wilgotne powietrze uderza mnie w twarz. Obcy ludzie rozchodzą się do swoich samochodów, autobusów, tramwajów. Do swoich domów, do swoich samotności, do swoich codziennych bitew.

Ale przez chwilę – przez tę jedną, niepowtarzalną chwilę – byliśmy jednością.

Muszę przyznać, że przyjemnie było posłuchać Perfect na żywo. Powrócić myślami do szkoły średniej, pisania tekstów zespołu na klasowych meblach, czy dłubania nożem „Perfect” na ławach szkolnej kawiarni. Ta grupa towarzyszyła nam podczas całej przemiany politycznej Polski, wspólnie przeżywając burzę i głęboko zapadła w nasze serca.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z koncertu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *